do początku   |   mapa serwisu   |   kontakt  

Czytelnia » Tak sobie myślę...
tak sobie myślę - szczęście

Tak sobie myślę… SZCZĘŚCIE… ostatnio ktoś drugi już raz (zapewne nie oczekując analitycznej odpowiedzi, a raczej zdawkowego „jest OK”) zapytał mnie czy jestem szczęśliwa… Coś tam odrzekłam, ale po chwili myśl – szczęśliwa…. Czym właściwie jest szczęście. Chyba dla każdego czymś innym - definicji szczęścia milion. Dla kogoś, zabezpieczenie materialne, dla innych zdrowie, dla jeszcze innych rodzina, pokój, realizacja pasji i marzeń, podróże i poznawanie świata, kariera zawodowa, tytuły i stopnie… To wszystko jest ważne i bardzo OK. I po trosze na szczęście się składa. Dla mnie – szczęściem są chwile, spędzane z kimś z kim chce je spędzać i kto chce je spędzać ze mną. Szczęściem jest chyba ta WZAJEMNOŚĆ ODCZUĆ… Takie drobnostki – uśmiech, uścisk, spacer, całus, wspólna kolacja lub jakiś lunch bądż hotelowe śniadanie, wspólna praca, wspólny „relaksing” i reset systemu :), troskliwość okazywana w drobnych gestach itd. Ale chyba najistotniejsze w tym...

więcej
 
światy równoległe

Nigdy nie dzieliłam schizofrenicznie życia na równoległe światy (np. życie zawodowe i prywatne). Wydaje mi się to mocną stratą czasu i energii. Nie uważam, że wszyscy muszą mnie kochać i nie wszystkich kochać musze ja ale też nie widzę powodu by alienować się od osób, które lubię tylko dlatego, że współpracujemy na jakimś zawodowym poziomie. Nie mam problemu z tym, że ludzie pracujący ze sobą dzielą wspólnie również czas wolny, emocje, uczucia, relaks, ważne lub mniej istotne wydarzenia życia…

Gdyby to było złe, korpo-molochy zabroniłyby organizowania wyjazdów integracyjnych ;)

W ostatnich dniach od kilku przypadkowych osób usłyszałam, różnymi słowy rzucone konkluzje, że „u siebie w pracy to ja…” i tu padało dookreślenie izolowania i zamykania się. Nie wiem może to słuszne, może nie. Może asekuracyjne i zachowawcze, a może to efekt jakichś doświadczeń życiowych – różnie bywa. Ale tak sobie myślę: trudno żyć w światach równoległych… Przecież w takim wypadku tylko w jednym jest się sobą. W innych zakłada się maski… A jeśli tych równoległych światów jest więcej niż dwa? Co wówczas gdy się zapomni, która maska jest do której przestrzeni życiowej i nie daj Boże pomyli? To strasznie utrudnia życie. Nie łatwiej być sobą w jednym ale w całości swoim świecie? I być z tymi, których się oczekuje i przez których jest się oczekiwanym – tak po prostu i o każdej porze, a nie w ograniczeniu określonego sztucznie świata. czy konwenansów

więcej
 
flagi czy symboliczne barwy

Tak sobie myślę...

Weksylologia. To trudna nauka. Ba, samo słowo trudne! A rzecz w tym wszystkim co do drzewca się przytwierdza i z dumą nosi – flagi, sztandary, chorągwie itd. itp. Dość konkretne i sztywne reguły, przepisy, prawo… Jeśli tylko samą flagę wziąć pod uwagę to: flagę może mieć kraj, może mieć naród – i nie zawsze to ta sama. Flagi miały ziemie, a teraz mają województwa. Flagi wreszcie mają także miasta. (tak dla przypomnienia choć zapewne wszyscy wiedzą – flaga Krakowa jest biało błękitna, a flaga małopolski – biało żółto czerwona)

Wczoraj pojechałam na spacer. Tak przed siebie, bo pogoda ładna. Po drodze, jeden z przystanków – Jasna Góra. Tłumy. Na błoniach jasnogórskich rozłożone rzędy białych krzesełek. Mury klasztoru odświętnie udekorowane. Wszystko czeka na 3 maja. No właśnie – udekorowane. Wszędzie powiewały flagi Rzeczypospolitej – i to pięknie! Ale wraz z nimi wywieszone zostały biało błękitne flagi… Miasta Kraków? Moje serce rodowitej krakowianki, nie powiem,  uradowało się. Ale intencja paulinów chyba inna była. Rozumiem, że biel i błękit to kolory maryjne i w semiologii jako takie występują. Ale jedno to symbolika barw a zupełnie co innego flagi. "Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy Peweksami". Wywieszenie dwu obok siebie flag....


więcej
 
Tradycja

TRADYCJA!!!

Są takie miejsc gdzie tradycja ważna jest! I wcale nie stoi to w sprzeczności do postępu, a wręcz przeciwnie – uzupełnia się i tworzy perfekcyjną całość.

Taka konkluzja przemknęła mi przez myśl w czasie inauguracji roku akademickiego, gdy patrząc na zacne grono profesorów togati, równocześnie miałam przed oczyma zdjęcia absolwentów różnych szkół wyższych, pojawiające się w sieci. Zwłaszcza jedno z nich ostatnio mnie zaskoczyło.  Osoba (znana) w todze profesorskiej. Byłam pewna, że habilitację obronił – okazało się, że licencjat. Dziwny zwyczaj ubierania w togi absolwentów (lic lub mgr) zapożyczony z kręgów anglo-saskich miesza się z naszymi rodzimymi tradycjami i wychodzi taki kogel mogel, że aż mdło. Stroje rodem z Hogwartu może i „fajne” ale czy na poważnych uczelniach w tak podniosłych chwilach jak graduacja nie warto podtrzymywać naszą rodzimą tradycję miast przebierać się za Harry’ego Pottera?

Dla przypomnienia zatem to co na każdej Uczelnia, która ubiory akademickie kultywuje wydaje się być oczywiste....

 

więcej
 
Szacunek...

Tak sobie myślę…

Odkrywając przeróżne zakątki świata, zdarza mi się bywać w świątyniach wszelakich religii, wyznań, obrządków – tych istniejących i tych byłych. Ostatnio w jednej z niewielkich buddyjskich świątyń przyciągnęła mój wzrok dziwna sytuacja. Grupa turystów (tak dla jasności – Europejczyków. Nie napiszę, z którego kraju, bo trochę wstyd) z ciekawością rozglądała się po wnętrzu świątyni i żądna „atrakcji turystycznych” fotografowała absolutnie wszystko. Przy okazji wymieniali komentarze, uwagi nie koniecznie przyciszonym głosem. To nie irytowało mnie jakość mocno zwłaszcza, że sama chwilę wcześniej rozmawiałam w progu świątyni z jednym z mnichów.  Ale… Rzeczony mnich pożegnał się ze mną i odszedł do swoich obowiązków – usiadł czekając na wiernych, którzy podchodząc oczekiwali od niego błogosławieństwa. Nagle w kolejce do mnicha zaczęli ustawiać się także wspomniani turyści. Naśladując gesty i zachowanie „tubylców” mechanicznie powtarzali je i podchodzili do odrobinkę zdziwionego ale cierpliwie znoszącego to mnicha. Po co? By zrobić sobie zdjęcie! Część z osób, które ustawiały się w kolejce do robienia sobie cyrku z religii, było obwieszone medalikami lub złotymi krzyżykami…

I tak zaczęłam się zastanawiać, jak te osoby zareagowałyby gdyby w ich kraju, ktoś podszedł do Komunii lub uczczenia jakich relikwii – tak dla zabawy, bo fajne zdjęcie potem pokaże się sąsiadom. Chyba warto pamiętać, że będąc gdzieś gościem – gospodarza szanować należy. Bo przecież gdy gospodarzem jesteśmy – szacunku, co słuszne,  oczekujemy i go wymagamy.

więcej
 
"Już nie zpomnisz mnie"

Tak sobie myślę… Dzisiaj miałam zajęcia z moimi „młodszymi ulubieńcami”  - międzywojenna muzyka filmowa. Ponadczasowe przeboje -  Bodo, Smosarska, Ordonówna,  Dymsza, Zimińska itd. Itd. I właściwie nie wiedzieć czemu byłam przekonana że takie TAKIE przeboje to przecież trzynasto – czternastolatkowie znają. I… znali! Na pierwszy ogień nauka piosenki „Ach jak przyjemnie” z niezapomnianego filmu "Zapomniana melodia". Reakcja młodzieży – znamy! To z takiej reklamy sera (nie powiem tutaj jakiego). OK. Brnę dalej „Już nie zapomnisz mnie”. I słyszę radosne: Proszę Pani to z reklamy oleju! Opadły mi ręce i pomyślałam że „załatwię” ich klasyką. Puszczam w naiwności swoje Habanerę i słyszę (ze szczerym i serdecznym uśmiechem): To z tej reklamy o płynie do podłóg? Nie próbowałam już dalej, ale pomyślałam sobie: Bogu niech będą dzięki za reklamy! Ja wiem, daleko im do wysokie sztuki, ale…  przynajmniej w ten sposób młodym ludziom bliska staje się muzyka klasyczna i szlagiery międzywojennego kina… Sama nie wiem czy to smutne czy śmieszne Zmienia nam się krajobraz kulturowy, ale czy na dobre…

więcej
 
 
© 2021 www.lucynarotter.com.pl | Tworzenie stron internetowych